????
???
??
??
??
???
?
???
?????
To zawsze przychodzi po jakimś czasie. Przychodzi, walnie mnie, a że ma ogromną siłę rażenia - zaraz dotrze przeze mnie do innych. Nie potrafię przewidzieć kiedy się pojawi, czasami umiem to stłumić, ale tylko na moment, bo za chwilę wraca z podwojoną siłą. Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu? Nie, u mnie to nie działa. Wolę gołębie na dachach... I przez to, że szukam wad i zgrzytów na siłę, że prowokuję kłótnie, że potrafię nie odzywać się dniami, tygodniami, olewać bez wyrzutów sumienia - nie lubię siebie chyba, wiesz? Naprawdę przejebanie jest być mną. Chciałabym, żeby pewnego dnia przestały istnieć dla mnie jakieś wytyczne, granice, reguły czy cokolwiek w tym rodzaju. I nawet jeśli mówię Ci prosto w oczy: "To nie ma dla mnie znaczenia, nie zwracam na to uwagi serio." to za chwilkę, gdzieś po drodze, możesz dowiedzieć się, że jednak właśnie ta mała bzdura przeważyła na "nie".
powinnam pomyśleć dziesięć czy nawet piętnaście razy, a tego nie robię i sama dopowiadam sobie kwestie, które dla mnie pozostają niejasne - koloruję je tak by miały różową barwę i były dla mnie tak łatwo przyswajalne, jak woda dla organizmu. jeszcze na dobre mi to nie wyszło, przejechałam się na tym nie raz. widziałam wszystko pięknie, ładnie, a zgrzyty tłumaczyłam zwykłym nieporozumieniem czy różnicą zdań. chcę się oduczyć takiego patrzenia na świat, na życie, na innych ludzi, ale nie potrafię, nie radzę sobie z tym. co ja teraz robię? cieszę się jak głupia, a nie minie chwila i to już będzie daleko za mną, a ja pozostanę z myślą 'po co mydliłam sobie oczy?', pozdro zapomniałam je wczoraj zakroplić.
Wyrzucam z siebie czarne myśli i siedzę otumaniona, wpatrując się w coś, lecz to nicość, wpatrując się tępym wzrokiem, zapłakanymi oczami, nie widzę... Sens - gdzie się podział? Cel - gdzie zniknął? Początki apatii, niewysłowione myśli, nie wiem już kiedy tak naprawdę jestem sobą, oślepia mnie presja, wykańcza sumienie, przerastają ambicje. Chciałabym mieć coś pewnego, narazie jednak stale muszę zastanawiać się czy wszystko robię tak jak powinnam, czy nie przeoczyłam czegoś po drodze... Moim najlepszym przyjacielem powinno być milczenie oraz rozum, niestety na tą chwilę zostawiłam je za drzwiami.
Kiedy chcę to potrafię być grzeczną, ułożoną, przykładną hmmm.... ? córką? Lecz czasami potrafię przyjść do domu i wypić 1,5 l wody mineralnej na eks. Słucham dubstepów, oglądam SKINS, używki? hmm... nie przebieram. Może to mi ryje mózg? Hmm, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, aż do czasu gdy rozjebałam czyjś płot. Mam za słabe nerwy? Nie potrafię wytrzymać tego, że żyję w takim pogrzanym świecie? Że każdy z kolei przypomina mi kogoś i odpieprza coś? Może za dużo wyidealizowanych obrazków przepłynęło przez moją głowę? Brakuje mi kogoś, kto chamowałby moje emocje, kto walnąłby mi z liścia w twarz i powiedział "Ania, olej to, nie umierasz dziś, masz całe życie przed sobą." Pojebanie, ale i tak będę się wpierdalała, nawet jak powiesz, że mam to kurwa zostawić, bo to nie moja sprawa. JEST TO DO CHOLERY MOJA SPRAWA I NIE KAŻCIE MI STAĆ Z BOKU.
Chciałam tańczyć, zrobiłam w tył zwrot. Nie, to nie tak, bo przez chwilę widziałam coś czego rzeczywiście tam nie było, wiesz to ten moment. Nie jestem zbyt pewna siebie, nie, nie. Właśnie w tym rzecz, że każdego kolejnego dnia mam coraz więcej wątpliwości. Nie szukam zajęcia, odskoczni od rzeczywistości na siłę. Po prostu czasami coś jebnie Cię z taką siłą, że no nie ma innej opcji, tylko w tym pozostać.